Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 września 2016

aaa... kotki dwa :)

ciąg dalszy szycia... jakoś tak przyjemniej szyje mi się sukienki i spódniczki niż spodnie ;)
tym razem to nie króliki lecz dwie koteczki- fioletowa pojechała w prezencie na drugi koniec Polski a niebieska zamieszkała u mnie :)




 

pozdrawiam !

środa, 6 kwietnia 2016

popsuty kotek

Wszystko potoczyło się tak szybko... Podczas kolejnej wizyty z powodu alergii, okazało się, że w guzku Matyldy są komórki rakowe. Szybka decyzja i 1 kwietnia Matusia trafiła do kliniki. Traumatyczne przeżycie nie tylko dla niej, dla mnie również. Dziś wszystko zmierza ku dobremu :) rana dobrze się goi i tylko ....
o właśnie o tym dziś będzie :)
trochę z przymrużeniem oka, bo po tak wielkim stresie nie chcę już pisać o nerwach i strachu. Każdy kociarz ma takie przeżycia.
Dziś więc będzie o tym co popsuło mi kota.
Matusia ma bardzo dużą ranę na brzuszku i zgodnie z obecnym trendem dostała piękny czerwony kubraczek :D niestety ona nie podziela tego zachwytu. Również Misza i pies nie pogodziły się z czymś dziwnym, czerwonym, krzywo chodzącym po domu ;) Kiedy przeleżała na jednym boku ponad dobę, bez ruchu, bez podniesienia głowy- wpadłam w panikę i opowiadam o tym na kontroli.
Wetka tylko dziwnie się uśmiechnęła. Zdjęła Matyldzie kubraczek i.... tadddam KOT NAPRAWIONY :))) chodzi, chce skakać, jak nowo narodzony ;) kołnierz na szyi też jej się nie spodobał, ale nie sparaliżował tak jak ubranko ;) zakładamy go na trochę, żeby rozprostowała kości ;)

po przyjeździe z kliniki
 strajk kubraczkowy


 może jakoś to przeżyjemy ;)
 są już chęci do jedzenia i mycia ;)
a z tymi kubraczkami to ciekawe historie...
z opowiadań wetki:
kiedy pierwszy raz w swojej pracy zakładała kotu po operacji ubranko, kot padł na bok i się nie ruszał. Przestraszyła się bardzo- Boszzzz... zepsułam kota :(
innemu zwierzakowi, jakiś czas po operacji zrobił się czarny język. Dzwonią przerażeni właściciele, co jest? Martwica? co poszło nie tak? Jak się okazało... kubraczek miał czarne lamówki i to one farbowały po polizaniu!!!
Dziś już mogę się z tego pośmiać, Matusia właśnie umyła to futerko, które wystaje spod ubranka, umyła kubraczek :) Język ma różowiutki, nie zrobił się czerwony :D ufff, oby nie było już powodów do paniki ;) wejście pod łóżko zastawione deską, nie mam siły co noc go rozkręcać i wyciągać kota.
Oby ten czas zleciał spokojnie. Oby do 15 kwietnia :)
pozdrawiamy serdecznie!


Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 20 marca 2016

granny squares - bardzo duża narzuta


Dzień dobry!
dziś pochwalę się kocem, który zrobiłam już jakiś czas temu, ale wciąż nie było odpowiednich warunków do zrobienia zdjęć.
Koc jest bardzo duży, zrobiony aż z 400 kwadratów. Dużo pracy w niego włożyłam. Samo zszywanie kwadratów - 3 dni, wciąganie nitek -2 dni, obszycie ściegiem dookoła- 3 dni, nie wspomnę o zrobieniu 400 kwadratów:)
początkowo miał mieć 300 kwadratów, jednak poleżał sobie, odpoczęłam od tej pracy, nabrałam chęci i dorobiłam jeszcze 100 sztuk, bo wydawał mi się za mały :)
zapałem do zrobienia właśnie takiego koca zapałałam po obejrzeniu tutoriala na blogu Dada's place
zapraszam do obejrzenia fotek ♥










 
dziękuję za odwiedziny :)
Image and video hosting by TinyPic

sobota, 5 marca 2016

trzeci rok z cukrzycą



Zaczęliśmy właśnie trzeci rok z cukrzycą. Szału nie ma, Misza wciąż z wysokimi cukrami. Nie umiałam i nie umiem mu pomóc :/ Skutecznej pomocy znikąd, choć mamy wsparcie wspaniałej osoby. Kiedy wszystko się zaczęło, weterynarz powiedział, że przed Miszą góra 3 lata życia, a my właśnie weszliśmy w trzeci rok.
Mam to ogromne poczucie bezsilności i wyrzuty sumienia, bo przecież to z mojej winy tej choroby się nabawił. Miłość potrafi zaszkodzić.
 No i żeby nie było za dobrze, bo nie może przecież być, wrrr, nie ma w sprzedaży naszych strzykawek do insuliny. Taki surprise od producenta :((((
Jakiś dół wczesnowiosenny mnie dopadł. Zwierzaki chorują, starzeją się, odchodzą... Nie ma już Kuby, nie ma Maciusia... Miszka ciężko chory, Matusia wciąż walczy z okropną alergią...
Bywają chwile ciężkie,ale kto z nas ich nie ma? czasem tylko chciałabym wyrwać się na dzień, dwa dokądkolwiek, bo ponad dwa lata nie opuściłam domu dalej niż na zakupy i na grób rodziców. Nie mogę sobie pozwolić na wyjazd, bo przecież Misza musi dostać rano i wieczorem zastrzyk, a jeśli nie ja to kto? I tak miłość nas trzyma przy sobie, tak już do końca...

2007 rok Matylda z Miszą ,
nie do wiary ... 

duży kotek...

                                                              duży i gruby ...



 

Image and video hosting by TinyPic
 

środa, 10 lutego 2016

Virus szaleje



z tym Virusem to istne szaleństwo :) Virus zaraża kolejne osoby, a co najważniejsze - nie da się go wyleczyć ;)
mowa tu oczywiście o szydełkowej chuście o takiej nazwie. Prawdziwy wirus z tego Virusa :) :)
wzór znalazłam na FB, jest ich wszędzie mnóstwo, ale ostrzegam, kto raz spróbuje ten wpadnie po uszy:)
pierwszy Virus zrobiony dla mnie- włóczka Merino Gold nr 807, 2 motki, wyszła bardzo duża, po upraniu jest bardzo milutka i miękka oraz przyjemnie cieplutka. Uwielbiam ją, nie rozstaję się z nią, wciąż jest pod ręką :)


 jak widać moje miauleństwo też docenia jej walory :)
 

drugiego Virusa skończyłam krótko przed Bożym Narodzeniem. Powędrował do Inez , która uwielbia fiolety :) włóczki Angora Gold Batik nr 4306 wystarczyło jeszcze na takie proste mitenki

 
oczywiście praca pod czujnym okiem kontrolera jakości ;)





Image and video hosting by TinyPic


niedziela, 7 lutego 2016

Maciuś odszedł za Tęczowy Most...

Spoglądam na zdjęcia zamieszczone w ostatnim poście przed moim długim zniknięciem...
15 lutego 2015 - to były 10 urodzinki Maćka i Matyldy. Pamiętam jak bardzo cieszyłam się, że Maciusiowi się udało, że dożył 10 urodzin. Może ktoś pamięta w jakim stanie odbierałam Maćka ze szpitala jesienią 2014. Było krytycznie! Powiedziano mi, że mam go odebrać bo umiera :( A jednak Maciuś walczył. To maleńkie serduszko tak bardzo chciało żyć. Transfuzja krwi trochę pomogła, ale to było wszystko co mogliśmy dla niego zrobić. Maciuś po 2-3 miesiącach zapomniał o szpitalnej traumie, stał się na powrót tym dzielnym, radosnym kocurkiem. Dziś wiem, że po Zuni, która była wyjątkowa to właśnie Maciejek był najkochańszym z moich kotów. Wiecznie radosny, jakby uśmiechnięty, z ogromnym sercem dla obcych biednych i głodnych kotów, które przyprowadzał do domu by się najadły z jego miski. Maciuś popatrzył w oczy i musiał z człowiekiem pogadać, wskoczyć na kolana, pomiziać się. To był prawdziwy brat-łata. Niestety pnn nie dało zapomnieć o sobie :( Maciuś słabł, choć do końca był niezwykle radosny i pełen miłości do wszystkich wokół. Pożegnał się z nami 15 sierpnia 2015r. w upalny letni dzień....


bardzo tęsknimy Maciuleńku  ♥



niedziela, 15 lutego 2015

urodzinowo-wspomnieniowo

Zaplanowałam na dziś post z okazji 10 urodzin moich burasków: Maćka i Matyldy. Miało być radośnie i miło, niestety życie znowu układa los po swojemu, na przekór planom. O tym na końcu tego wpisu.
Postaram się, żeby ten dzień był dla rodzeństwa wyjątkowy:)
Dziesięć lat temu, 15 lutego...
Moja najukochańsza koteczka Zunia, tego dnia urodziła trzy cudne maluchy. Byłam przekonana, że urodzi w Walentynki, pilnowała mnie jak oka w głowie, prowadziła do sypialni i kartonika przygotowanego do porodu. Jednak tego dnia miałam ważny wyjazd i bardzo stresowałam się zostawiając ją sama w domu. Byłam w szoku po powrocie- Zunieczka czekała na mnie...
Dopiero gdy poczuła spokój i moje wsparcie, zaczęła rodzić. Zunia, jako kotka po przejściach (przygarnięta "spod śmietnika") nie miała już ani jednego ząbka,- robiłam więc za akuszerkę. Wszystkim maluchom przecinałam pępowinki :)
Pierwszy urodził się jasny burasek , taki lekko płowy. Był duży i silny. Otrzymał imię Maurycy.
Kiedy urósł był kotem ogromnym i pięknym. Niestety nie ma go już z nami.





Jako drugi pojawił się na świecie Maciuś. Troszkę mniejszy, "normalny" burasek.
Maciuś od początku był kotkiem niezwykle miłym, radosnym i przyjaznym wszystkim. To on zasłynął przyprowadzaniem do kuchni obcych, głodnych kotów. Siadał obok i pilnował żeby się najadły. Taka dobra duszyczka z niego.
Szczególnie ze względu na Maćka cieszę się z tych urodzin. Gdy zdiagnozowano u niego pnn, miał nie dożyć Bożego Narodzenia. Święta minęły a ja tak bardzo chciałam by żył choć 10 lat!!! Wiem, że następnych urodzin nie będzie, ale póki co Maciejka ma się nie najgorzej!










 

Jako ostatnia urodziła się bura kruszynka- Matylda.
mikroskopijna w porównaniu do Maurycego.Do dziś pozostała koteczką maleńką, taka drobinka.
Matylda jest kotkiem opóźnionym w rozwoju. Nie umiała się bawić z braćmi, patrzyła na ich zabawę, jakby nic z tego nie rozumiała, a gdy zaskoczyła- chłopaki już kończyli i szli spać. Nazywam ją kotem autystycznym. Nie patrz na mnie, nie odzywaj się do mnie, nie dotykaj. To cała Matusia.
Choć ostatni rok to wielka zmiana, ale tylko w stosunku do mnie. Zdarzają się chwile, że sama trąca noskiem i dopomina się czułości, bywa że wejdzie pod kołdrę gdy śpię :) ale to wciąż wyjątki.
Od kilku lat Matusię dręczy alergia. Jest uczulona na pyłki i już wkrótce znowu zaczniemy jeżdżenie na zastrzyk. Tak co roku od lutego/marca do sierpnia/września. 














 
kocham te moje bure szczęścia ♥ 

P.S. a teraz kilka słów o tym dlaczego znowu mamy pod górkę.
Miszka zaczął znowu sikać na kanapę, fotel... Wczoraj zauważyłam że sika mniej niż zwykle, ewidentnie coś się dzieje :( jako kot z cukrzycą i to nieopanowaną, z cukrem w moczu od roku, jest wyjątkowo narażony na infekcje. Strasznie się tym zdenerwowałam. W dodatku nie chce ze mną współpracować, czyt. sikać rano, żeby złapać mocz i zdążyć ze świeżym do laboratorium, musimy zrobić posiew... konieczny jest antybiotyk... na razie podałam mu pól tabl. furaginy, bo akurat to było w domu... Ech... zawsze coś... 


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...